Uzdrowicielka ludowa i duchowa przewodniczka, znana z niezwykłej umiejętności leczenia, którą łączyła z głęboką wiarą i modlitwą. Pomagała dzieciom i dorosłym, stosując tradycyjne masaże, własnoręcznie robione maści i różaniec. Nigdy nie brała zapłaty, nie odmawiała pomocy. Dla wielu była cudotwórczynią, dla innych – symbolem dobroci i pokory. Choć formalnego wykształcenia miała niewiele – ukończyła tylko cztery klasy szkoły podstawowej – jej wiedza o ciele, ziołach i uzdrawianiu była głęboka, praktyczna i intuicyjna, a jej skuteczność nie podlegała wątpliwości. Potrafiła pomóc dzieciom z problemami zdrowotnymi – szczególnie tym, które urodziły się z uszkodzonymi kończynami lub cierpiały na wady postawy. Często była proszona o „przemierzenie” noworodków, co polegało na sprawdzaniu ich sprawności ruchowej (np. czy dziecko potrafi dotknąć łokciem kolana – był to dla niej znak zdrowia). Znana była również z umiejętności „odczyniania uroku” – wierzono, że potrafiła uwolnić dzieci od duchowych dolegliwości, których nie potrafili wyjaśnić ani lekarze, ani rodzice. Zofia leczyła zwichnięcia, zwyrodnienia, garby, dziecięce lęki oraz poważne schorzenia takie jak róża – ciężka infekcja skóry. Używała do tego m.in. smalcu z gęsi, specjalnych płócien lnianych, świec i modlitw. Do Zofii przyjeżdżali ludzie nie tylko z sąsiednich wsi, ale nawet zza granicy. Często zabierali ją do siebie na kilka dni, by mogła pomóc ich bliskim. Niektóre zabiegi były tak intensywne, że zdarzało się, iż pacjenci mdleli z bólu – jak pewien młody chłopak, który stracił przytomność podczas masażu, a mimo to został przez Zofię skutecznie wyleczony. Pomagała również wtedy, gdy wszystko wskazywało na to, że tylko chirurgia może coś zdziałać – np. w przypadku jej prawnuka, Grzegorza, który miał źle złożony łokieć po wypadku. Lekarze proponowali operację. Zofia — masażem i cierpliwością — przywróciła mu sprawność.

Autor powyższego tekstu: A.W-M

Pochodziła z wielodzietnej rodziny – miała starszą siostrę i trzech braci. W wieku 12 lat straciła matkę, która zmarła na astmę. Od tego momentu Zofia musiała przejąć wszystkie obowiązki domowe. Wyszła za mąż jako nastolatka (w wieku 17–18 lat) za Józefa Małka. Zofia i Józef mieli razem siedmioro dzieci. Zofia była nie tylko oddaną matką i osobą o wielkim sercu – mimo trudnych warunków i licznej rodziny, starała się pomagać innym. Była osobą szanowaną i kochaną – nie tylko przez rodzinę, ale też przez całą społeczność. W oczach bliskich była nie tylko uzdrowicielką, ale też duchowym przewodnikiem. „Babcia nie tylko leczyła – ona nas prowadziła, dodawała siły” – wspominała jej wnuczka. Przez całe życie była osobą niezwykle silną fizycznie i duchowo. Jej dzieci i wnuki wspominają, że nawet mając ponad 90 lat, nadal potrafiła intensywnie masować, leczyć i pomagać innym – także własnym dzieciom, kiedy one same już były dorosłe i chore. Zofia była też opowiadaczką bajek – dla swoich wnuków stawała się wieczorami kimś na kształt bajarza. Jej historie były rymowane, dźwięczne, pełne fantazji i humoru: „Ciam, ciam, ula jedzie, jakaś gaduła za nią, coś tam brzdęk…”. Opowiadała, że Matka Boska pająki ratowała przed żołnierzami, bo uplotły sieć.

Autor powyższego tekstu: A.W-M

Jej dzieci i wnuki wspominają ją jako osobę niezwykle cierpliwą, pracowitą i „złotoręką”. Często mówiła: „Tyle lat żyję, bo taka dobra jestem dla ludzi”, wierząc, że właśnie życzliwość i otwarte serce przyczyniły się do jej długowieczności. Była niezwykle skromna i pokorna – swoją pomoc traktowała jako naturalny obowiązek wobec drugiego człowieka. Nigdy nie przyjmowała pieniędzy, nigdy też nikomu nie odmówiła, nawet jeśli sama była zmęczona czy chora. Słynęła z metody, w której świecą wypowiadała słowa modlitwy: „szła róża z różą, na podkoły jest sam Pan Jezus...”, a potem rzucała płomień na chore miejsce – zazwyczaj owinięte białym prześcieradłem. Zosia miała wielkie zaufanie matek z okolicznych wsi – nazywano ją niekiedy "tą, która naprawiała dzieci". Piekła chleb, nosiła drewno, gotowała, prała, opiekowała się dziećmi. Była osobą pełną pogody ducha. Wspominana jako „prawdziwa babcia” – z siwymi włosami, ciepłym sercem i miłością do wnuków. Zbierała zioła, miała swój ogród, który pielęgnowała z wielką troską. Leczyła także z użyciem naturalnych środków – korzystając z tego, co dawała ziemia. W całej okolicy mówiono na nią „Babcia Małkowa”. To imię-nazwisko stało się niemal legendą, przekazywaną dalej – do dziś pada we wspomnieniach.

Autor powyższego tekstu: A.W-M

Dodaj wspomnienie