Zofia Chlebna (ur. 1934 – zm. 2017) to jedna z tych postaci, które na długo zapadają w pamięć – kobieta charyzmatyczna, zaangażowana, dumna ze swoich korzeni i oddana sprawie wspólnoty. Nazywana „kobietą ikoną”, była jedną z prekursorek lokalnej działalności społecznej, a także – jak wspomina jedna z osób – „feministką zanim to było modne”.
Już od najmłodszych lat wyróżniała się na tle swoich rówieśniczek. Dzięki światłym rodzicom jako jedna z nielicznych dziewcząt w tamtym czasie rozpoczęła naukę w szkole, co przerwała wojna. Mimo to nie zrezygnowała z rozwoju – czytała pasjami, pogłębiała wiedzę, aktywnie uczestniczyła w życiu społecznym. Po wojnie odegrała kluczową rolę w odbudowie i rozwoju lokalnej szkoły rolniczej w Marysinie, którą sama ukończyła.
Zofia była kobietą wyjątkowo otwartą na świat. W poszukiwaniu nowych pomysłów i inspiracji wyjechała nawet do Danii, by uczyć się tam zasad współdzielczości i przedsiębiorczości. To doświadczenie wpłynęło na jej działalność w kraju – starała się wdrażać idee wspólnego działania, współpracy i organizowania się, inspirowana duńskim modelem spółdzielczym.
Przez lata kierowała Kołem Gospodyń Wiejskich w Sokołowie, które – za jej „panowania” – stało się jednym z najprężniejszych ośrodków kulturalnych w gminie Brześć Kujawski. Organizowała warsztaty, wycieczki, prelekcje, spotkania – kobiety uczyły się gotować, układać kwiaty, przyozdabiać stoły, szyć stroje. Sama Zofia zawsze prezentowała się z klasą – elegancka, z charakterystycznym berecikiem, nienaganną fryzurą i wielką torbą przewieszoną przez ramię, w której mieściły się notatki, listy, szkice i plany. Jej codzienność była pełna energii – załatwiała sprawy w magistracie, chodziła pieszo z Sokołowa do Brześcia, wciąż coś planowała, zapisywała, inspirowała.
Była również osobą bardzo zaangażowaną patriotycznie – w czasie wojny należała do Batalionów Chłopskich, a w późniejszych latach działała aktywnie w Związku Bojowników o Wolność i Demokrację (ZBoWiD). Zawsze pamiętała o kombatantach – odwiedzała groby, wysyłała kartki, organizowała spotkania. Żyła dla ludzi.
Zofia Chlebna była też świetną mówczynią – potrafiła bez trudu porwać słuchaczy, a każda uroczystość z jej udziałem była dopięta na ostatni guzik. Tworzyła nowe przyśpiewki, układała repertuar, uczyła kobiety plecenia wieńców dożynkowych....
Urodzona w 1934 roku, dzieciństwo spędziła w czasie wojny. W młodości angażowała się w życie swojej społeczności, zdobywała wiedzę, mimo że edukacja formalna została przerwana. Wyjechała do Danii, gdzie poznała ideę spółdzielczości, którą później wprowadzała w swojej wsi. Miała czworo dzieci – dwóch synów i dwie córki.
"Panią Zofię poznałam jako młoda dziewczyna i dla mnie to była osoba, Ja ją zawsze pamiętam w stroju kujawskim. Ona strasznie kochała strój kujawski. A że gdzieś moja przeszywana babcia też się udzielała w tych KGW, to ja patrzyłam na to z takim wielkim dziwieniem, że ona z taką dumą ten strój nosiła. te kujawy kochała. To był człowiek, który zawsze chodził z torbą przewieszoną przez ramię taką dużą i ona tam miała wszystko, proszę pani, wszystko miała. Chodziła pieszo, bo z Sokołowa do Brześcia, do gminy, jak się mówiło, do magistratu, żeby coś załatwić, no to trzeba było kawałek przejść i ona zawsze z tą torbą, ze swoimi zapiskami, Siedziała i czekała. Pani Zosi, ona nie wyszła dopóki nie załatwiła jakiejś sprawy. I ja ją tak pamiętam, że ona się wszystkiego nie ma. Ona wycieczkę potrafiła zorganizować i ta wycieczka była i tematyczna, i świetnie zorganizowana, gdzie naprawdę nie było ani telefonów, ani strony internetowej. Ona wszystko, czasami potrafiła przyjść do tego właśnie magistratu i poprosić, czy ona może podzwonić, bo ona musi pozałatwiać jakieś sprawy. Pełno notatków, zawsze ciągle coś zapisywała na karteczkach. Te karteczki zbierała, nawet świadczyć może o tym Kronika. Ma ona właśnie rysuneczki, karteczki, każde zdjęcie. Na każdym zdjęciu jest opisana koleżanka po lewej, koleżanka taka po prawej. Ona sobie wszystko na tych karteczkach zapisywała. No i myślę, że była taką wielką patriotką. że naprawdę zależało jej na tym, żeby pielęgnować taką miłość do ziemi, do pracy na roli, a jednocześnie, tak jak właśnie powiedziała jej synowa, że bardzo dbała o to, żeby jednak pozycja kobiet była wyższa, żeby te kobiety były zauważone i żeby się uczyły, żeby czytały, żeby się uczyły, ona prenumerowała. wszelkiego rodzaju gazetki takie, które były, wychodziły i ona zbierała te gazetki, robiła prelekcje dla tych kobiet, czytała im te nowinki jakieś rolnicze i w ogóle. Także, no to była takim, takim wspaniałym działaczem i naprawdę później była przewodniczącą Gminnej Rady Kół Gospodyń Wiejskich, bo te koła zaczęły powstawać też w innych miejscowościach. A ona była tak nad nimi. Miała niesamowity dar mówienia. To była mówczynia. Ona wstawała i mówiła jakby z rękawa. Ja pamiętam na uroczystościach czy na dożynkach zawsze był przygotowany nowy repertuar. To były nowe przyspiewki, nowe pieśni wygrzebane. gdzie też ani muzyka nie miały, ani nie miały nawet mikrofonów czasami. Ale zawsze ten występ był tak przygotowany i z taką naprawdę dostojnością...."

